Anthropic dostosowuje się do przepisów dotyczących przejrzystości AI wynikających z unijnego Aktu o AI i będzie znakował treści generowane przez swoje modele. Dobrowolny kodeks postępowania podpisało do końca lipca 190 firm – małych, średnich i największych, twórców oraz wdrażających rozwiązania AI. Czy to sukces europejskiej regulacji?
Anthropic został sygnatariuszem dobrowolnego kodeksu postępowania w sprawie przejrzystości AI, wynikającego bezpośrednio z europejskiego aktu o AI. Zgodnie ze zobowiązaniami podjętymi na mocy artykułu 50(2) Aktu o AI, Anthropic wprowadza znakowanie treści generowanych przez swoje modele. Wszystkie modele Claude wprowadzone na rynek UE po 2 sierpnia 2026 będą posiadały wbudowane mechanizmy znakowania treści. Firma pracuje również nad wstecznym wdrożeniem tych rozwiązań dla starszych modeli.
Nie jest to jedyny potentat AI, który podpisał kodeks. Wśród 190 firm znaleźli się inni giganci AI Zachodu oraz grono firm wykorzystujących AI o bardzo zróżnicowanym profilu. Co właściwie zrobi Anthropic, czy szerokie grono sygnatariuszy jest dowodem zaistnienia zjawiska „efektu brukselskiego”, jak odnoszą się do tych kwestii azjatyccy twórcy AI?
Co deklaruje Anthropic?
Anthropic ma stosować rozwiązania, które zapewnią identyfikację treści bez wpływu na jakość. Pierwszy to znaki wodne umieszczane w tekście. Kiedy Claude wygeneruje odpowiedź, w strukturę tekstu wplatany jest niedostrzegalny dla oka wzorzec. Znak ten nie wpływa na czytelność ani znaczenie komunikatu, ale jest przechowywany z tekstem podczas jego kopiowania i wklejania. Drugi sposób to metadane pochodzenia pliku (Provenance Metadata). W przypadku plików graficznych Anthropic stosuje otwarty standard branżowy C2PA. Cyfrowo podpisane metadane pozwalają potwierdzić, że plik został przetworzony przez Claude i wykryć, czy nie został on później zmanipulowany.
Nowe standardy nie ograniczają się jedynie do interfejsu Claude. Oznaczenia będą stosowane wszędzie tam, gdzie dostępna jest technologia Anthropic – w tym poprzez API (Claude Platform), narzędzia programistyczne (Claude Code) oraz u partnerów chmurowych, takich jak AWS, Google Cloud czy Microsoft Foundry. Wdrożenie tych mechanizmów ułatwi firmom wykorzystującym modele Anthropic dokumentować wypełnianie obowiązków prawnych w zakresie przejrzystości wynikających z Aktu o AI.
Anthropic zapowiedział także, że będzie udostępnić narzędzia umożliwiające użytkownikom i stronom trzecim wykrywanie znaków wodnych i metadanych, co ułatwi audyt pochodzenia treści. Anthropic zastrzega, że wykrycie oznaczenia informuje, że treść mogła zostać przetworzona przez jego model, ale nie daje stuprocentowej pewności co do jej pełnej historii. Na przykład Claude mógł być użyty jedynie do korekty tekstu, którego pomysłodawcą, pierwotnym twórcą był człowiek. Z drugiej strony, brak znaku nie zawsze oznacza brak udziału AI. Sygnał może zostać utracony, jeśli tekst jest bardzo krótki, został poddany głębokiej edycji lub jeśli metadane pliku zostały usunięte podczas konwersji formatów. Wystarczy do tego np. wykonanie zrzutu ekranu.
Efekt brukselski
Komisja Europejska określa kodeks jako dobrowolny instrument pomagający wdrożyć art. 50 AI Act. Firmy mogą podpisać kodeks, aby pokazać, jak zamierzają realizować obowiązki, ale nie jest on samodzielną licencją na działalność w UE.
Sygnatariusze kodeksu dzielą sią na dostawców i podmioty wdrażające generatywne systemy sztucznej inteligencji. Zainteresowane strony zostały zaproszone do podpisania tych części kodeksu, które ich dotyczą. Chociaż obowiązek prawny dotyczy wyłącznie dostawców systemów sztucznej inteligencji, rozdział 1 mogą podpisać również dostawcy rozwiązań do oznaczania i wykrywania oraz dostawcy modeli sztucznej inteligencji.
Podpis Anthropic i pozostałych czołowych zachodnich graczy AI pod kodeksem jest w przekazie unijnym klasycznym przykładem efektu brukselskiego. Unia Europejska, będąc potężnym rynkiem, narzuca standardy, które firmy technologiczne z USA czy Azji wdrażają globalnie, aby uniknąć kosztownego różnicowania usług w zależności od regionu. Dzięki temu europejskie normy etyczne i techniczne stają się de facto standardem światowym.
Czy Komisja Europejska odniosła sukces? Do końca lipca 2026 roku pod kodeksem podpisało się około 190 organizacji – w kategorii twórców systemów generatywnych oraz ich użytkowników. Wśród sygnatariuszy znajdziemy niemal wszystkich liderów branży. W sekcji „użytkowników” obecne są znane marki, ale też przypadkowe dość grono małych firm z lokalnych rynków, wydawców i producentów internetowych, twórców oprogramowania. Komisja uznaje to za dowód, że kodeks jest adekwatnym narzędziem zwiększającym zaufanie do treści cyfrowych.
Dwie sekcje, dwa różne zobowiązania
Sekcja 1 kodeksu liczy 82 sygnatariuszy. Są to firmy dostarczające same modele i systemy generatywne, a także narzędzia do znakowania i wykrywania treści AI oraz podmioty pomagające we wdrażaniu technicznego oznaczania treści. To właśnie tutaj znajdują się najważniejsi gracze rynku: Anthropic, OpenAI, Microsoft, Meta, Google, Mistral, Cohere, Aleph Alpha, Black Forest Labs, a także firmy specjalizujące się w konkretnych zastosowaniach, jak Synthesia (awatary wideo), Resemble.ai i Voice Vox (synteza i klonowanie głosu), Bria.ai oraz Getty Images (generowanie i licencjonowanie obrazów), czy Parloa i druid (konwersacyjna AI). Obok gigantów widnieje też wiele mniejszych, wyspecjalizowanych firm zajmujących się np. weryfikacją autentyczności treści (KeeeX, TrustOriginality.ai, VeriqX, ChronoVerify) czy tłumaczeniami i dostępnością (EasyTranslate, Signly).
O wilee liczniejsza i różnorodna jest sekcja 2. Obejmuje 152 sygnatariuszy, czyli podmioty, które AI wykorzystują lub rozpowszechniają, niekoniecznie ją tworząc. To media, wydawcy, agencje marketingowe, firmy handlowe, instytucje publiczne i edukacyjne. Podpisanie tej sekcji nie oznacza posiadania własnego modelu AI, lecz zobowiązanie do odpowiedniego oznaczania treści generowanych lub modyfikowanych przez AI w publikacjach, reklamach czy komunikacji z klientami. W tej częsci znalazły się m.in. Bulgari, Iberdrola, Lenovo, Lufthansę, Fastweb, a także instytucje takie jak Europejski Trybunał Obrachunkowy czy Narodowy Bank Rumunii, obok licznych regionalnych portali informacyjnych litewskich, jak 15min, Delfi, Lrytas i greckich, jak Antinews.gr, Dimokratia.gr i Eleftheria.gr oraz agencji kreatywnych i konsultingowych z Europy.
Część firm podpisała obie sekcje, łącząc rolę dostawcy narzędzi z rolą użytkownika treści generowanych przez AI.
Podpisali, ale się nie cieszą
Google skomentował podpisanie kodeksu oficjalnie 24 lipca 2026 r. Firma potwierdza, że podpisuje kodeks, aby wspierać odpowiedzialne wykorzystanie AI w Europie, a zobowiązanie jest zgodne z jej wcześniejszymi pracami nad standardem C2PA i technologią SynthID.
Google wskazał trzy elementy swojej strategii: rozwój SynthID, czyli technologii cyfrowego znakowania treści, wdrażanie standardu C2PA do potwierdzania pochodzenia treści oraz współpracę z firmami takimi jak Apple, ElevenLabs, Kakao, NVIDIA i OpenAI nad interoperacyjnymi mechanizmami znakowania. Google nie ogłosił jednak dokładnie takiego samego rozwiązania jak Anthropic. Nie podał, że każdy tekst generowany przez Gemini otrzyma niewidoczny znak wodny w tekście.
Google wyraził też zastrzeżenia wobec europejskiego podejścia. Firma ostrzegła, że nakładanie wielu różnych etykiet i obowiązków może zwiększyć złożoność regulacyjną, zaszkodzić konkurencyjności Europy i wprowadzać użytkowników w jeszcze większe zamieszanie.
Także Microsoft figuruje na oficjalnej liście sygnatariuszy Komisji Europejskiej, w sekcji obejmującej dostawców generatywnej AI. Brak jednak komunikatu Microsoftu, w którym firma ogłaszałaby nowy niewidoczny znak wodny w tekstach Copilota lub modeli Phi czy opisywałaby globalne wdrożenie znakowania tekstu albo wskazywałaby konkretną datę uruchomienia takiego rozwiązania
Microsoft prowadzi już prace związane z przejrzystością AI i standardem C2PA. Jego dokumentacja dotycząca modelu Phi Silica wymaga informowania użytkownika, że treść została wygenerowana przez AI, oraz ostrzega, aby nie przedstawiać treści AI jako ludzkiego autorstwa. To jednak nie jest to samo co publiczne ogłoszenie niewidocznego znaku wodnego tekstu w całym ekosystemie Copilot.
Chińskie AI ma swoje zasady
Na europejskim rynku są obecne lub używane także firmy chińskie, ale nie znalazły się wśród sygnatariuszy. W efekcie kodeks może nie objąć ważnej części globalnego rynku AI a chińskie modele mogą działać w UE bez dobrowolnego zobowiązania do wspólnego standardu. Europejski system detekcji może być fragmentaryczny.
Jedynym chińskim i azjatyckim sygnatariuszem na liście KE jest Lenovo. Brak jakiegokolwiek chińskiego dostawcy modelu generatywnego, takiego jak Alibaba, Baidu, DeepSeek, Tencent czy ByteDance. Firmy te nie odniosły się zresztą do kwestii kodeksu w żaden sposób.
Chiny posiadają własny, obowiązkowy system widocznych i maszynowo czytelnych oznaczeń treści generowanych syntetycznie. Ich firmy podlegają chińskiemu reżimowi regulacyjnemu. Od 1 września 2025 r. obowiązują chińskie Measures for the Identification of AI-Generated and Synthesized Content oraz standard GB 45438-2025. Przepisy wymagają dwóch poziomów oznaczania: jawnego, widocznego dla użytkownika, na przykład znaku wodnego, tekstu, grafiki lub ikony oraz ukrytego, metadanych zawierających między innymi informację o charakterze treści, dostawcy usługi i identyfikatorze treści.
Chińskie platformy mają także wykrywać treści bez oznaczeń i klasyfikować je ze względu na użycie AI jako potwierdzone, prawdopodobnie wygenerowane przez AI oraz podejrzane o wygenerowanie przez AI. W rezultacie chińska firma oferująca usługę w Chinach musi już spełniać wymagania CAC, MIIT, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i regulatora radiofonii i telewizji. Podpisanie kodeksu UE nie zastąpiłoby tych obowiązków.
Chiński dostawca może więc uznać, że będzie przestrzegał obowiązkowego prawa UE, nie musi podpisywać dobrowolnego kodeksu a jego własny system oznaczeń i metadanych wystarczy do spełnienia wymogów. Podpisanie unijnego dokumentu mogłoby ponadto oznaczać deklaracje, których później mogłyby służyć jako punktu odniesienia w kontroli lub sporze.
Istotne są też różnice. Unijny system kładzie nacisk na interoperacyjność i przejrzystość wobec użytkownika. Chiński model regulacyjny odzwierciedla proces, łańcuch zdarzeń: dostawca ma oznaczyć treść, następnie platforma ma zweryfikować oznaczenie, dystrybutor ma przekazać informację dalej a podmioty mają przechowywać dane umożliwiające ustalenie pochodzenia. W ten sposób państwo ma mieć możliwość identyfikacji dostawcy i procesu generowania. Chińskie regulacje w tym zakresie traktują więc oznaczenia również jako element zarządzania platformami, przeciwdziałania dezinformacji i identyfikowalności odpowiedzialnego podmiotu, a nie jako prawo odbiorcy do wiedzy, że treść wygenerowała AI.
Ponadto podpisanie europejskiego kodeksu mogłoby być odebrane jako zaakceptowanie europejskiego standardu jako globalnego, dodatkowe zobowiązanie wykraczające poza chińskie prawo, sygnał polityczny wobec Komisji Europejskiej ale i źródło ryzyka, jeżeli europejskie wymagania i chińskie zasady dotyczące moderacji treści okażą się sprzeczne.
Europa prawdopodobnie liczy na to, że dostęp do dużego rynku skłoni chińskich dostawców do faktycznego spełnienia AI Act, nawet jeśli nie podpiszą dobrowolnego kodeksu. Jeżeli DeepSeek, Alibaba, Baidu lub Tencent będą oferować swoje systemy w UE, będą musiały wykazać zgodność z art. 50 niezależnie od podpisania dokumentu; dlatego istotniejsze od samej listy sygnatariuszy będzie to, czy ich oznaczenia będą interoperacyjne, wykrywalne i możliwe do niezależnego zweryfikowania.
Póki co, na liście sygnatariuszy brak też na przykład firm z Polski. Fakt ten jest interesujący, jednak zasługuje na osobne omówienie w kontekście dostosowania się naszego rynku do AI Act w ogóle.


