Dzisiaj bezpieczeństwo organizacji to nie tylko same technologie. To również ludzie, procedury oraz umiejętność reagowania w sytuacjach kryzysowych. O tym, czy firma poradzi sobie z incydentem, często decyduje nie jakość pojedynczego narzędzia, lecz całościowe przygotowanie firmy. O budowaniu odporności organizacji rozmawiamy z ekspertem Maciejem Kalisiakiem, Business Development Managerem w ApexIT.
Coraz więcej firm zdaje sobie sprawę z konieczności inwestowania w bezpieczeństwo. Widoczny jest wzrost świadomości dotyczącej backupu, przechowywania danych czy budowania mechanizmów disaster recovery. Nie oznacza to jednak, że wszystkie organizacje osiągnęły wysoki poziom dojrzałości.
Największym zagrożeniem bywa brak przygotowania
W rozmowie z Grzegorzem Stechem, redaktorem naczelnym Smart Tech RE:view, Maciej Kalisiak zauważył, że wciąż na rynku można spotkać organizacje, w których procedury bezpieczeńśtwa istnieją jedynie na papierze. Firmy posiadają kopie zapasowe, ale nigdy nie przeprowadzały testów ich odtwarzania. Teoretycznie są przygotowane na kryzys, lecz w praktyce nie wiedzą, jak zachowa się ich infrastruktura w momencie realnego zagrożenia. Zdaniem naszego eksperta bezpieczeństwo można oprzeć na trzech podstawowych filarach: wiedzy, procedurach i technologii. Dopiero połączenie tych elementów pozwala budować realną odporność organizacji.
Jednym z najciekawszych przykładów przywołanych podczas rozmowy były tzw. gry sztabowe, czyli ćwiczenia symulujące sytuacje kryzysowe.
Najbardziej dojrzałe organizacje regularnie przeprowadzają takie testy, sprawdzając nie tylko działanie technologii, ale również zachowanie ludzi pod presją czasu. Czasem okazuje się, że nawet najlepiej opisane procedury zawodzą, gdy kluczowe osoby są nieobecne lub nie potrafią podjąć decyzji w warunkach stresu.
A więc bezpieczeństwo nie jest wyłącznie problemem działu IT, ale dotyczy całej organizacji, jej struktury zarządzania oraz sposobu podejmowania decyzji.
Kto radzi sobie najlepiej?
Jednym z błędnych przekonań dotyczących bezpieczeństwa jest sprowadzanie skutków incydentu wyłącznie do utraty danych.
W rzeczywistości konsekwencje są znacznie szersze. Największe koszty generują często przestoje operacyjne, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Do tego dochodzą straty reputacyjne, odpływ klientów, wydatki związane z odbudową infrastruktury oraz potencjalne konsekwencje regulacyjne.
Według Macieja Kalisiaka najwyższym poziomem dojrzałości w zakresie cyberbezpieczeństwa charakteryzuje się sektor finansowy.
Banki i instytucje finansowe od lat funkcjonują pod presją regulacyjną i znajdują się na pierwszej linii potencjalnych ataków. Ewentualny incydent oznacza dla nich nie tylko straty finansowe, ale wspomniane już ryzyko utraty zaufania klientów. A to boli podwójnie.
W ostatnich latach podobny kierunek zmian można zaobserwować także w sektorach infrastruktury krytycznej oraz wszędzie tam, gdzie nowe regulacje wymuszają wdrażanie odpowiednich standardów bezpieczeństwa. Coraz częściej to właśnie wymagania prawne stają się impulsem do uporządkowania procesów i stworzenia rzeczywistej strategii odporności.
Backup to za mało
Jednym z kluczowych tematów rozmowy redakcyjnej była różnica między kopią zapasową a systemem disaster recovery.
Choć te elementy są ze sobą powiązane, nie należy ich utożsamiać.
W rozmowie ekspert odnosił się do kilku rozwiązań, między innymi do tego oferowanego przez HPE, czyli Zerto.
To właśnie Zerto, w opinii Macieja Kalisiaka, dobrze pokazuje różnicę między tradycyjnym backupem a nowoczesnym podejściem do ciągłości działania.
Klasyczna kopia zapasowa pozwala odzyskać utracone dane, jednak proces przywracania środowiska często wymaga czasu. W przypadku organizacji działających w trybie 24/7 każda godzina przestoju może oznaczać wymierne straty finansowe, operacyjne i wizerunkowe. Dlatego coraz większą rolę odgrywają systemy disaster recovery, których zadaniem jest nie tylko ochrona danych, ale przede wszystkim utrzymanie ciągłości biznesu.
Zerto umożliwia replikację środowisk i szybkie przełączanie systemów do infrastruktury zapasowej. W praktyce oznacza to możliwość skrócenia czasu niedostępności aplikacji i usług z wielu godzin do minut, a w niektórych scenariuszach nawet sekund. To właśnie ten aspekt jest kluczowy z punktu widzenia organizacji, dla których niedostępność systemów oznacza zatrzymanie produkcji, sprzedaży czy obsługi klientów.
Co istotne, rozwiązanie działa zarówno w środowiskach lokalnych, jak i chmurowych oraz hybrydowych. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą budować strategie odporności dopasowane do własnych potrzeb, bez konieczności zmiany architektury IT.
Jak podkreślił Maciej Kalisiak, technologia tego typu nie zastępuje backupu, lecz go uzupełnia. Backup odpowiada za odzyskiwanie danych, natomiast Zerto wspiera szybki powrót organizacji do działania.
Dużą wartością rozwiązania jest również możliwość regularnego testowania planów odtworzeniowych. To szczególnie ważne w kontekście ćwiczeń i symulacji kryzysowych, o których wspomnieliśmy wcześniej. Nawet najlepiej zaprojektowana strategia bezpieczeństwa nie będzie skuteczna, jeśli organizacja nie sprawdzi wcześniej, czy wszystkie procedury rzeczywiście działają w praktyce.
Z tego powodu narzędzia takie jak Zerto coraz częściej stają się jednym z fundamentów nowoczesnej strategii cyberodporności. Nie eliminują ryzyka wystąpienia incydentu, ale pozwalają znacząco ograniczyć jego skutki i skrócić czas potrzebny do wznowienia działalności.
Technologia to dopiero początek
Należy jednak pamiętać, że nawet najlepsze rozwiązania technologiczne nie gwarantują bezpieczeństwa, jeśli organizacja nie potrafi z nich korzystać. Dlatego równie ważne jak wdrożenie odpowiednich narzędzi jest regularne testowanie procedur i przygotowanie pracowników do działania w sytuacjach kryzysowych.
Nowoczesne platformy disaster recovery potrafią automatyzować proces przywracania środowiska i skracać czas powrotu do działania do minimum. Jednak ostatecznie to ludzie muszą podjąć decyzję o uruchomieniu odpowiednich procedur.
Właśnie dlatego bezpieczeństwo organizacji należy postrzegać jako efekt współdziałania technologii, procesów i kompetencji.


