Technologie kwantowe. Polska stoi przed decyzją, nie przed eksperymentem

Spis treści

Spis treści

Technologie kwantowe przestają być wyłącznie przedmiotem badań i technologicznych prognoz. Dla państw oznaczają pytanie o własne specjalizacje i bezpieczeństwo strategiczne, dla przedsiębiorstw o przyszłe źródła produktywności, a dla CIO i zarządów – o trwałość mechanizmów chroniących dane oraz cyfrową tożsamość.

Szymon Krupa, dyrektor Departamentu Nowych Technologii ARP S.A., wyjaśnia, dlaczego Polska powinna łączyć rozwój własnych rozwiązań z przygotowaniem gospodarki i administracji na rzeczywistość postkwantową. Obszerną wypowiedź przygotowaną w ramach ankiety „Trzy pytania do…” podzieliliśmy na trzy części, które kolejno publikujemy na naszym portalu. Oto pierwszy z tekstów.

Czy w Polsce może powstać sektor technologii kwantowych? Jakie zadania w tym względzie może przyjąć na siebie ARP?

Każda epoka technologiczna ma swój moment, w którym przestaje być wyłącznie domeną inżynierów, a staje się przedmiotem decyzji zarządów i państw. Technologie kwantowe właśnie przekraczają tę granicę.

Technologie kwantowe należą do tej samej klasy przełomów, choć ich znaczenie będzie inne. Nie chodzi wyłącznie o większą moc obliczeniową ani o rozwiązywanie problemów niedostępnych dla klasycznych komputerów. Ich rozwój może zmienić fundamenty zaufania, na których zbudowaliśmy cyfrową gospodarkę, administrację publiczną i współczesne systemy bezpieczeństwa.
Dlatego rozmowa o technologiach kwantowych nie powinna pozostawać wyłącznie domeną laboratoriów, fizyków i środowiska akademickiego. To coraz wyraźniej temat dla zarządów przedsiębiorstw, administracji publicznej, instytucji rozwoju oraz osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i konkurencyjność gospodarki.

Przez ponad dwadzieścia lat odpowiadałem za bezpieczeństwo, architekturę i rozwój dużych środowisk teleinformatycznych — w administracji publicznej, sektorze finansowym i organizacjach o strategicznym znaczeniu. Dzisiaj, odpowiadając za nowe technologie w Agencji Rozwoju Przemysłu, patrzę na ten proces także z perspektywy gospodarczej.
Nie interesuje mnie wyłącznie odpowiedź na pytanie, kiedy powstanie komputer kwantowy zdolny podważyć stosowane dziś mechanizmy kryptograficzne. Równie ważne jest to, czy Polska będzie potrafiła wykorzystać nadchodzącą zmianę do budowy własnych kompetencji, produktów i przewag konkurencyjnych.

Czy Polska może zbudować silny sektor technologii kwantowych?

Może, ale samo posiadanie dobrego zaplecza naukowego nie wystarczy.

„Era postkwantowa nie jest przede wszystkim testem technologii. Jest testem jakości zarządzania: zdolności państwa, firm i instytucji do podejmowania decyzji, zanim zmiana stanie się koniecznością.”

Myślę, że Polska dysponuje uznanymi ośrodkami badawczymi oraz specjalistami w dziedzinie informatyki kwantowej, fizyki, fotoniki, optyki, elektroniki, kryptografii i zaawansowanych algorytmów. Polskie zespoły uczestniczą w projektach międzynarodowych, a część powstających rozwiązań odpowiada na rzeczywiste potrzeby przemysłu, administracji i bezpieczeństwa państwa.

Z moich doświadczeń we współpracy z polskimi ośrodkami naukowymi wynika, że wiedza nadal pozostaje skoncentrowana w stosunkowo wąskim gronie, a droga od badań do rynku jest wciąż zbyt długa. Największym wyzwaniem nie jest więc wyłącznie rozwijanie kompetencji naukowych, lecz przekładanie ich na produkty, własność intelektualną, zamówienia przemysłowe, wdrożenia referencyjne i firmy zdolne konkurować poza Polską.

To właśnie na tym etapie najczęściej tracimy potencjał. Laboratoria rozwijają technologie, przedsiębiorstwa szukają sposobów na zwiększenie produktywności, ograniczenie kosztów i poprawę bezpieczeństwa, inwestorzy oczekują skalowalnych modeli biznesowych, a administracja projektuje instrumenty wsparcia. Każde z tych środowisk działa według własnej logiki, lecz zbyt często robi to niestety osobno.

W rezultacie wartościowe rozwiązania pozostają na poziomie prac badawczych lub prototypów. Nie przechodzą do etapu, w którym mogą zostać sprawdzone przez klienta, wdrożone w realnym środowisku i rozwinięte jako pełnoprawny produkt.
Sektor technologii kwantowych nie powstanie więc wyłącznie dzięki kolejnym programom naukowym. Potrzebuje rynku: pierwszych odbiorców, kapitału zdolnego zaakceptować długi horyzont zwrotu, dostępu do infrastruktury, partnerów przemysłowych i instytucji, które potrafią zmniejszyć ryzyko pierwszego wdrożenia.

ARP pomiędzy nauką, kapitałem i przemysłem

„Polska nie musi zbudować całego łańcucha technologii kwantowych. Powinna wybrać te fragmenty, w których może stworzyć rozwiązania trudne do zastąpienia i ważne dla europejskiej gospodarki.”


W tym miejscu widzę konkretną rolę Agencji Rozwoju Przemysłu. ARP nie powinna zastępować uczelni, przedsiębiorców ani inwestorów. Jej wartość polega na tworzeniu przestrzeni, w której te środowiska mogą skutecznie współpracować nad projektami o realnym potencjale przemysłowym i rynkowym.

W sektorze deep-tech finansowanie badań jest konieczne, ale rzadko wystarcza. Równie istotne są demonstratory technologii, pilotaże prowadzone w rzeczywistych warunkach, zamówienia referencyjne oraz pierwszy klient gotowy współtworzyć rozwiązanie. W praktyce pierwszy klient bywa często ważniejszy niż pierwszy inwestor, ponieważ to on potwierdza, że technologia rozwiązuje rzeczywisty problem biznesowy, a nie jedynie spełnia założenia projektu badawczego.

To podejście nie jest dla nas wyłącznie koncepcją teoretyczną. W podobny sposób rozwijamy inicjatywy realizowane przez ARP w sektorze kosmicznym. Program ARP Space Academy buduje kompetencje, łącząc administrację, przemysł, środowisko naukowe i ekspertów wokół praktycznych wyzwań związanych z wykorzystaniem technologii kosmicznych. Z kolei poprzez współpracę z ESA BIC Poland wspieramy rozwój startupów, pomagając im przejść drogę od innowacyjnego pomysłu i badań do pierwszych wdrożeń, klientów i komercjalizacji.

W mojej ocenie właśnie taki model współpracy powinien zostać przeniesiony również do obszaru technologii kwantowych. Polska nie potrzebuje kolejnych projektów realizowanych równolegle i w oderwaniu od siebie. Potrzebuje ekosystemu, w którym nauka, kapitał, przemysł i administracja wspólnie prowadzą technologię od laboratorium do rynku. To właśnie na styku tych środowisk powstaje największa wartość dla gospodarki i tam Agencja Rozwoju Przemysłu może odegrać rolę integratora całego procesu.
To właśnie na styku nauki i przemysłu ARP może tworzyć największą wartość dla polskiej gospodarki. Może również uruchamiać instrumenty finansowe, które uwzględniają specyfikę technologii wymagających długiego czasu rozwoju i wysokich nakładów na infrastrukturę. Nie chodzi więc o tworzenie kolejnego „ekosystemu” funkcjonującego przede wszystkim wokół wydarzeń, konferencji i deklaracji. Chodzi o zbudowanie mechanizmu, który doprowadza technologię do klienta, a następnie pomaga firmie rozwijać ją w skali krajowej i międzynarodowej.

ARP ma skracać drogę od technologii do przewagi konkurencyjnej. W obszarze kwantowym ta droga jest wyjątkowo długa, kapitałochłonna i obciążona ryzykiem. Tym bardziej potrzebuje świadomego połączenia polityki przemysłowej, finansowania, kompetencji naukowych i popytu ze strony gospodarki.

Suwerenność technologiczna nie oznacza samowystarczalności

W debacie publicznej suwerenność technologiczna bywa utożsamiana ze zdolnością do samodzielnego wyprodukowania określonego urządzenia. Takie podejście jest zbyt wąskie. Suwerenność zaczyna się od zdolności tworzenia wiedzy, jej ochrony i komercjalizacji. Obejmuje rozwój własnych zespołów, przedsiębiorstw, komponentów, oprogramowania i kompetencji integracyjnych. Dopiero później pojawia się kwestia produkcji w pełnej skali. Polska nie musi budować całego globalnego łańcucha technologii kwantowych ani konkurować w każdym segmencie z największymi gospodarkami świata. Próba równoległego rozwijania wszystkich kierunków rozproszyłaby środki i kompetencje.

Potrzebna jest specjalizacja. Realne możliwości widać między innymi w fotonice, komunikacji kwantowej, kryptografii postkwantowej, sensorach, urządzeniach pomiarowych, specjalistycznym oprogramowaniu oraz integracji technologii kwantowych z istniejącymi systemami administracji i przemysłu.

To obszary zgodne zarówno z polskim potencjałem naukowym, jak i kompetencjami rozwijanymi przez firmy technologiczne. Mogą też odpowiadać na konkretne potrzeby państwa: bezpieczeństwo transmisji danych, odporność infrastruktury krytycznej, precyzyjne pomiary, synchronizację czasu czy ochronę informacji o długim okresie poufności. Nie chodzi zatem o to, by Polska robiła wszystko. Chodzi o świadome wybranie tych fragmentów łańcucha wartości, w których może stworzyć rozwiązania trudne do zastąpienia i istotne dla europejskiej gospodarki.

Europa już dziś inwestuje miliardy euro w komunikację kwantową, kryptografię postkwantową oraz rozwija EuroQCI — Europejską Infrastrukturę Komunikacji Kwantowej, która ma połączyć krajowe sieci światłowodowe z segmentem satelitarnym i służyć ochronie komunikacji instytucji publicznych oraz infrastruktury krytycznej. Trwa więc wyścig nie tylko o nowe technologie, lecz także o kompetencje, standardy bezpieczeństwa i zdolność budowy własnych, europejskich rozwiązań. Polska powinna uczestniczyć w tym procesie jako ich współtwórca, a nie wyłącznie przyszły odbiorca.

Od technologii do wartości

Doświadczenie CIO, CTO i CISO nauczyło mnie, że najskuteczniejsze projekty technologiczne rzadko zaczynają się od wyboru narzędzia. Zaczynają się od prawidłowego zdefiniowania problemu.

Tak samo należy myśleć o technologiach kwantowych. Nie powinniśmy wdrażać ich dlatego, że są przełomowe, modne lub wspierane przez duże programy publiczne. Ich znaczenie będzie zależało od tego, czy zwiększą produktywność przedsiębiorstw, ograniczą ryzyko, poprawią bezpieczeństwo państwa albo pozwolą stworzyć nowe produkty i usługi.

Technologia jest środkiem. Celem pozostaje wartość gospodarcza i społeczna.

To rozróżnienie jest szczególnie ważne w przypadku rozwiązań deep-tech. Łatwo ulec fascynacji parametrami technicznymi, trudniej zbudować wokół nich model wdrożeniowy, biznesowy i sprzedażowy. Polska stoi dziś przed wyborem. Może skoncentrować się na obserwowaniu światowego wyścigu i za kilka lat kupować gotowe rozwiązania od zagranicznych dostawców. Może też już teraz zacząć budować kompetencje w tych obszarach, w których ma realne podstawy do tworzenia własnych produktów.

Nie jest to decyzja o finansowaniu jednego projektu ani jednego laboratorium. To decyzja o tym, czy potrafimy połączyć naukę, przemysł, kapitał i instytucje publiczne wokół wspólnego celu. Technologie kwantowe nie są już wyłącznie eksperymentem naukowym. Dla Polski stają się testem zdolności do prowadzenia długofalowej polityki technologicznej i przemysłowej. Od wyniku tego testu zależy, czy będziemy jedynie odbiorcą kolejnej fali innowacji, czy współtwórcą rozwiązań, które znajdą zastosowanie w europejskiej gospodarce. (CDN)

Od autora


Tematyka technologii kwantowych od wielu miesięcy znajduje się w centrum moich zainteresowań zawodowych. Wynika to nie tylko z obecnej roli Dyrektora Departamentu Nowych Technologii w Agencji Rozwoju Przemysłu, ale również z ponad dwudziestoletnich doświadczeń zdobytych jako vCEO, CIO, CTO i CISO przy projektowaniu oraz ochronie systemów o strategicznym znaczeniu dla państwa i sektora finansowego.
Film który przygotowałem -„Era kwantowa – koniec prywatności czy nowy początek cyfrowego państwa?” powstał na jedną z konferencji, ale także z potrzeby rozpoczęcia dyskusji o bezpieczeństwie państwa w perspektywie kolejnych dekad. Nie jest on próbą przewidywania daty powstania komputerów kwantowych. Jest zaproszeniem do refleksji nad tym, czy już dziś projektujemy systemy, które pozostaną bezpieczne również wtedy, gdy zmienią się fundamenty współczesnej kryptografii. Niniejszy artykuł rozwija tę dyskusję z perspektywy gospodarki, przemysłu oraz zarządzania technologią.

Wróć na górę strony