Czy polskie firmy potrafią tworzyć technologie, unikalne lub przynajmniej konkurencyjne w skali światowej i zabezpieczyć się przed ich przejęciem – to kluczowe pytanie dla naszej branży półprzewodnikowej stawia Jakub Halor, IT Manager w Delta Trans.
Na pytania ankiety „Trzy pytania do…” odpowiada Jakub Halor, który dodatkowo formułuje własne pytanie pod adresem polskiej branży półprzewodnikowej. Kolejny cenny głos w ankiecie po spotkaniu Klubu CxO w CEZAMAT PW.
Czy polski przemysł półprzewodnikowy oraz ośrodki naukowe i badawcze mają potencjał dostarczania konkurencyjnych rozwiązań w Polsce i na świecie?
Spotkanie w CEZAMAT było dla mnie niesamowitym doświadczeniem, bo właściwie dopiero teraz dotarło do mnie, że Polska ma realny potencjał w sektorze półprzewodników. Na pewno nie taki, by w perspektywie kilku-kilkunastu lat zacząć konkurować w produkcji najbardziej zaawansowanych procesorów ze światowymi liderami, natomiast z pewnością może stać się istotnym europejskim centrum projektowania chipów, fotoniki i zaawansowanych sensorów.
Szanse na sukcesy mają polskie firmy już teraz będące w czołówce światowej w wybranych niszach technologicznych. UE kieruje znaczne środki na rozwój europejskiego sektora półprzewodników, Polska jest częścią tej polityki, co wpływa z pewnością, podobnie jak spotkania tego typu, na podniesienie rynkowej świadomości, chociaż efektywność zagospodarowania tych środków może być przedmiotem dyskusji.
Czy i jaki powód/korzyść mają polskie firmy, aby kupować polskie rozwiązania półprzewodnikowe?
Polskie rozwiązania półprzewodnikowe mogą oferować lepsze od zagranicznych wsparcie techniczne, bliższą współpracę z producentem, możliwość dostosowania produktu do specyficznych potrzeb klienta, bezpieczeństwo dostaw czy też krótszy czas wdrożenia nowych rozwiązań. To bardzo istotne w sektorach, gdzie wymagana jest niezawodność, najwyższy stopień bezpieczeństwa informacji, możliwość współprojektowania rozwiązań.
Firmy poszukujące polskich rozwiązań będą zatem kierować się kryteriami takimi jak przewagi technologiczne, dostęp do zespołu badawczo-rozwojowego, bezpieczeństwo łańcucha dostaw, zgodność z unijnymi wymogami cyberbezpieczeństwa i suwerenności technologicznej.
Ożywienie przemysłu półprzewodnikowego wymaga oczywiście lepszej dostępności integratorów technologii, inwestorów zdolnych skłonnych do prowadzenia długoterminowej strategii, ale też, może przede wszystkim, dużych branżowych odbiorców np. w dziedzinie transportu, energetyki, wojska, którzy mogliby pełnić rolę kluczowych klientów dla krajowych technologii. Przykłady dobrych praktyk na świecie pokazują, że sukcesy przemysłu wymagają współpracy państwa z sektorem prywatnym w zakresie finansowania badań, wsparcia budowy infrastruktury, zachęcania do inwestycji, wreszcie zamówień publicznych.
Polski rynek wydaje się zbyt mały, aby utrzymać konkurencyjny przemysł półprzewodnikowy oparty wyłącznie na sprzedaży w kraju, ale już teraz wiele polskich firm elektronicznych działa na rynkach międzynarodowych. Pytanie powinno brzmieć raczej, czy polskie firmy potrafią tworzyć technologie, unikalne lub przynajmniej konkurencyjne w skali światowej i zabezpieczyć się przed ich przejęciem – w wyniku legalnych czy nielegalnych działań – przez większe, konkurencyjne firmy globalne i regionalne.
Czy posiadanie własnego przemysłu półprzewodnikowego wzmacnia dziś realnie polską suwerenność technologiczną?
Jak wcześniej wspomniałem, polski sektor półprzewodnikowy wzmacnia suwerenność technologiczną głównie w wybranych niszach. Polska nie ma samodzielności w zakresie produkcji najbardziej zaawansowanych procesorów, pamięci czy kluczowych narzędzi produkcyjnych. Instytucje państwa podobnie jak firmy prywatne są w ogromnym stopniu zależne od zagranicznych dostawców szeroko pojętej elektroniki, zaawansowanych układów scalonych, maszyn i oprogramowania do produkcji układów, materiałów technologicznych i komponentów.
Suwerenność technologiczna nie oznacza jednak we współczesnej praktyce całkowitej samowystarczalności, tylko zdolność do utrzymania funkcjonowania państwa w sytuacjach kryzysowych, w tym o charakterze globalnym. W tym obszarze własne kompetencje w mikroelektronice, fotonice czy rozwiązaniach dla obronności mają istotne znaczenie.
Kluczowy jest tu rozwój krajowych technologii strategicznych, zdolności projektowania układów, łańcuchów dostaw, utrzymanie w kraju obecnych i rozwój nowych kadr inżynierskich – najlepsi inżynierowie, wykształceni za publiczne pieniądze polskich podatników, podobnie jak sportowcy, od wielu dekad emigrowali i emigrują lub podejmują pracę dla krajów, gdzie mogą liczyć na wyższe zarobki.
Tym niemniej, niektórzy zaczynają wracać, i do tego powinni być zachęcani.


