Gdy dekadę temu mówiło się o wymianie systemu ERP, był to temat na okładkę i pretekst do startu w konkursie CIO Roku: wieloletni, skomplikowany projekt, zmiana, o której rozmawiało się w branży latami. Dziś pytanie brzmi: czy ERP w ogóle pozostanie tym, czym był? I jak zmienia się jego paradygmat?
Na tak sformułowane pytanie próbowali odpowiedzieć top menedżerowie IT z przemysłu, logistyki, farmacji, handlu i motoryzacji, zgromadzeni na hybrydowym spotkaniu Klubu CxO, które transmitowaliśmy z Katowic. Wnioski są zgodne: ERP nie znika, ale przestaje być monolitem, który ma obsługiwać wszystko.
Rewolucja czy ewolucja?
Rozpoczęliśmy dyskusję od krótkiej ankiety nastrojów odnośnie możliwej zmiany paradygmatu ERP wśród uczestników w studio. „Nawet nie pytam się o to, czy będzie taka zmiana. Ja jej doświadczam już teraz” – mówił Grzegorz Kwiatkowski z Axians, odpowiedzialny za wdrożenia rozwiązań Infor w firmach produkcyjnych. Jego zdaniem rozwiązania chmurowe „już wymusiły zmianę”.
Radosław Zacharewicz architekt rozwiązań w obszarze doskonalenia procesów z Axians mówił o „neurorewolucji”, która „już się dzieje” i nie ominie ERP. Waldemar Góras, top-menedżer z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży opakowań, zapytał wprost, czy dotychczasowa definicja z dużych grup – jeden system ERP dla całego biznesu – „rzeczywiście pozostaje otwarta” w dobie AI.
Czeka nas rewolucja w podejściu do ERP. Cały czas aktualne pozostaje pytanie o relację ERP i AI – w jaki sposób wykorzystać nowe technologie oraz czy dotychczasowy paradygmat stosowany w dużych grupach – chcemy mieć jeden, możliwie uniwersalny system ERP dla całej organizacji – nadal pozostaje właściwy. A może powinniśmy pomyśleć o innych architekturach, ekosystemach, właśnie w związku z rozwojem sztucznej inteligencji?
Pytanie nie powinno więc brzmieć wyłącznie: jaki ERP wybrać, ale również: jaka powinna być docelowa architektura przedsiębiorstwa w świecie, w którym AI staje się kolejną warstwą systemów biznesowych?
Waldemar Góras, top menedżer IT z ponad 25 letnim doświadczeniem w branży produkcji opakowań, posiadający bogate doświadczenie z różnymi systemami ERP i ich implementacjami w grupie oraz poszczególnych biznesach.
Nie zabrakło głosów ostrożniejszych. Jakub Halor, dyrektor IT z Grupy Delta Trans widzi raczej ewolucję “tego co wypracowaliśmy” niż rewolucję, i radził ostrożnie podchodzić do AI, zwłaszcza od strony formalno-prawnej.
Rola ERP się zmienia. Z monolitycznego, jednolitego i dużego systemu zmierza do modelu, w którym ERP wciąż pozostaje ważnym elementem na mapie architektury aplikacyjnej IT, ale z nową rolą. ERP nie zniknie, natomiast będziemy go postrzegać zupełnie inaczej.
Andrzej Balsamski, Global Hardware Asset Management Lead w Grupie Fresenius. Obecnie nie zajmuje się bezpośrednio systemami ERP, ale chętnie dzieli się wcześniejszym doświadczeniem.
Mirosław Kindrat dyrektor IT z SIG, producenta materiałów budowlanych, przyznał, że na razie odbiera to jako „zwrócenie przez dostawców uwagi na siebie” i wyraził nadzieję, że ERP pozostanie „system of records”, czyli „solidnym rejestrem”, „fabryką dobrych danych”, z której będzie korzystać AI.
Zmiany na rynku ERP niewątpliwie zachodzą. Na razie to jeszcze raczej zwracanie na siebie uwagi przez dostawców oprogramowania, ale mam nadzieję, że ERP pozostanie tzw. System of Record – solidnym rejestrem trzymającym procesy i będącym fabryką dobrych danych, których konsumentem w procesach będzie AI. Fundamentem firmy, chronionym przed zbyt częstymi rewolucjami i nieprzemyślanymi aktualizacjami.
Mirosław Kindrat, dyrektor IT w polskiej sekcji SIG – firmie dostarczającej specjalistyczne materiały dla profesjonalnego budownictwa.
Andrzej Balsamski z Fresenius podsumował to krótko: ERP nie zniknie, ale zupełnie inaczej go będziemy postrzegać.
Excel, który nie znika: ukryty koszt ERP
Paliwem do dyskusji był raport „Niewidoczny koszt ERP w polskich firmach 2026”, zrealizowany na zlecenie Axians, oparty na badaniu około tysiąca ekspertów i menedżerów. Dotyczy on przede wszystkim ukrytych kosztów ERP, czyli utrzymania i faktycznego wykorzystania systemu.
Najważniejsze liczby i fakty, które przywołali obecni na debacie eksperci z Axians:
- 76 proc. firm domyka raportowanie zarządcze w Excelu, mimo dużych systemów ERP. – „Firmy żyją tak naprawdę Excelami” – komentował Grzegorz Kwiatkowski.
- Excel obsługuje nie tylko zamknięcie okresu, lecz także bieżące procesy operacyjne, czynności powtarzane wiele razy dziennie. Autorami arkuszy i makr są często pojedyncze osoby, na których spoczywa „odpowiedzialność za ciągłość pracy”.
- 58 proc. firm wykorzystuje mniej niż 60% zakupionych modułów.
- Poszczególne działy we wszystkich firmach biorących udział w badaniu poświęcają od 11 do 20 godzin tygodniowo na budowanie raportów i wyciąganie danych, które lądują w Excelach.
- 39 proc. firm produkcyjnych szacuje, że jeden dział poświęca co najmniej 21 godzin tygodniowo na obejścia systemu. W 45 proc. zakładów dział IT interweniuje w ERP co najmniej raz w tygodniu.
- Prawie połowa respondentów uważa, że ich systemy nie są gotowe na wsparcie sztuczną inteligencją.
- Blisko jedna trzecia firm używa ERP starszych niż 10 lat, a 40 proc. planuje wymianę lub istotną modernizację w ciągu 24 miesięcy.
Uczestnicy spotkania jednak bronili stosowania excelowych arkuszy. Zamiast krytykowania samego użycia Excela, Andrzej Balsamski zalecał patrzeć na to jak na źródło wiedzy, czego nam brakuje. Jeśli luk nie można z jakiś powodów wypełnić w ERP, to rozwiązania powstają obok ERP.
Nie potępiałbym Excela – potraktowałbym go jako źródło wiedzy o tym, czego nam brakuje. Działa jako uzupełnienie tam, gdzie pojawia się luka systemowa.
Co więcej, jego wykorzystanie i z kolei niewykorzystanie wszystkich modułów wynika z faktu, że przestajemy wierzyć w jeden monolityczny system z wieloma modułami. Idziemy w kierunku podejścia Best-in-Breed – integrujemy dedykowane rozwiązania od różnych dostawców i wymieniamy dane w czasie rzeczywistym.
Można zresztą anegdotycznie, ale zgodnie z prawdą przypomnieć, że sprzedawcy często oferowali promocje, w których pakiet modułów wychodził taniej, więc firmy kupowały je 'na zapas’ z nadzieją na późniejsze wykorzystanie. Ponadto AI wymaga gotowości danych i procesów – sam ERP z AI nie wystarczy, jeśli nie zapewnimy właściwej architektury danych z różnych systemów.
Andrzej Balsamski
Podobnie widzi to Stanisław Chmist, menedżer z 25-letnim doświadczeniem w systemach ERP w branży produkcyjnej: Excel jest dobry do symulacji i niestandardowych analiz, ale „jestem przeciwnikiem tego, żeby Excel był elementem standardowego procesu”. Gdy coś staje się standardem, trzeba szukać rozwiązania w ERP, w customizacji lub w innym komponencie.
Moje ponad 25-letnie doświadczenie z systemami ERP sprowadza się do wniosku, że ERP nie jest narzędziem w pełni uniwersalnym i nie spełnia wszystkich oczekiwań klientów. Jestem zwolennikiem architektury komponentowej, gdzie ERP pełni rolę centralnego, bardzo ważnego komponentu, ale musi być wspierany innymi narzędziami.
System ERP bez wsparcia systemem klasy Business Intelligence (BI) nie jest w pełni funkcjonalny. W branży produkcyjnej uwzględniając obecnie dostępną w systemach ERP funkcjonalność modułów planistycznych niezbędne jest także zastosowanie zaawansowanego systemu planistycznego (APS – Advanced Planning and Scheduling).
Podobnie jest z Excelem. Procesy są dynamiczne i gdy firma potrzebuje niestandardowej analizy lub symulacji, Excel okazuje się najprostszym narzędziem. Z czasem, gdy taka analiza staje się standardowym elementem procesu, warto przenieść ją do dedykowanego rozwiązania. Jestem przeciwnikiem traktowania Excela jako stałego elementu standardowego procesu, ale jako narzędzie wspomagające i analityczne jest niezastąpiony. Często pobieramy dane z ERP, w Excelu tworzymy słowniki mapujące, a system BI prezentuje dane w układzie oczekiwanym przez biznes.
Stanisław Chmist, ERP Lead w Alstom
Druga strona medalu to ryzyko. Waldemar Góras zwrócił uwagę, że pracownikowi najłatwiej „wziąć tego niesamowitego Excela” i napisać makro, ale potem tylko on wie, jak to działa. Tomasz Nieradko, który zarządzał IT w firmach produkcyjnych i w francuskiej firmie farmaceutycznej, zauważył, że Excel częściej pojawia się tam, gdzie naturalnym zastępcą byłoby BI lub narzędzie planistyczne, a nie sam ERP.
ERP nie jest najlepszym narzędziem do raportowania powyżej poziomu operacyjnego. Firmy budują własne systemy raportowe.
Jeśli chodzi o zakup ERP, klient często nie wie do końca, co kupuje, skupiając się w wymaganiach na swoich podstawowych modułach. Przy negocjacjach dostawcy czasami oferują bezpłatnie dodatkowe moduły w dobrej wierze, chcąc przekonać klienta do nowych procesów. Co kończy się różnie – być może te gratisy są tyle warte, co kosztowały, a zaburzają statystykę wykorzystania.
Mirosław Kindrat
Skąd natomiast tak niski wskaźnik wykorzystania modułów? Częściowo to polityka dostawców, są też firmy, które w pełni świadomie kupiły ERP wyłącznie na przykład dla systemu finansowo-księgowego. „Fakt niewykorzystywania wszystkich modułów przez firmy należy położyć raczej na karb polityki pakietowej dostawców. Trzeba kupować cały pakiet. I klient kupuje cały pakiet – dla jednego kluczowego modułu (np. finansowo-księgowego czy controllingowego), świadomie nie wdrażając pozostałych” – mówił Stanisław Chmist.
Excele najczęściej pojawiają się w obszarze raportowania i powinny być zastępowane przez BI lub narzędzia planistyczne. W branży farmaceutycznej musimy ściśle rozgraniczać, gdzie dane powstają i gdzie są zatwierdzane. Dokumentacja wyprodukowanej partii (Electronic Batch Record) przechowywana jest w systemie MES, a nie w ERP.
Zakup licencji to nie jest główny koszt projektu. Niewdrożenie jakiegoś modułu bywa słuszną i świadomą decyzją, jeśli inny dostawca oferuje lepsze rozwiązanie wyspecjalizowane (Best-in-Breed – np. w obszarze magazynowym, planistycznym czy utrzymania ruchu). Przewaga konkurencyjna polega dziś na efektywnej integracji ERP z ekosystemem rozwiązań, a nie na posiadaniu wszystkiego w jednym monolicie.
Tomasz Nieradko, menedżer IT, m.in. szef polskich oddziałów IT globalnych firm w branży produkcyjnej i farmaceutycznej.
Jak anegdotycznie dodał Andrzej Balsamski: sprzedawca robi „super promocję”, im więcej modułów, tym taniej, a klient myśli, że „kiedyś to wykorzystamy”. Tomasz Nieradko studził też emocje: „kupić, a wdrożyć to dwie różne rzeczy”, a rezygnacja z modułu bywa świadomą decyzją, bo „ktoś inny jest w stanie dostarczyć tę funkcjonalność lepiej”.
Wiele firm jest w stanie realnie ocenić przydatność zakupionych modułów ERP dopiero po wdrożeniu podstawowych procesów biznesowych. W praktyce po uruchomieniu systemu często pojawiają się rozwiązania tymczasowe, które z czasem stają się stałym elementem codziennej pracy organizacji.
Problem polega na tym, że firmy rzadko monitorują liczbę wykorzystywanych arkuszy kalkulacyjnych oraz czas i koszty związane z ich obsługą. W efekcie procesy, które mogłyby być realizowane w ramach zakupionych już modułów ERP, obsługiwane są za pomocą rozwiązań zastępczych, w tym Excela. Choć zapewniają one ciągłość pracy, generują dodatkowe koszty, które trudno jednoznacznie zidentyfikować i uwzględnić w całkowitym koszcie utrzymania systemu.
Dlatego tak ważne są okresowe przeglądy procesów biznesowych, obejmujące ocenę wykorzystywanych narzędzi, ich efektywności oraz rzeczywistych kosztów obsługi. Pozwalają one zidentyfikować obszary, w których organizacja nie wykorzystuje pełnego potencjału posiadanego systemu ERP.
Jedno źródło prawdy? Niekoniecznie jeden system
Najżywsza część dyskusji dotyczyła pytania, czy wszystkie dane powinny trafiać do ERP. Odpowiedź była bardziej zniuansowana, niż można się spodziewać.
Wojciech Zieliński, CIO z Grupy Komfort przedstawił argument: master data wskazuje, gdzie jest główne źródło danych, ale „to nie znaczy, że wszystkie dane muszą być w ERP-ie”. Przykład to promocje działające wyłącznie w e-commerce. Mastera dla nich nie ma sensu szukać w ERP. „Cały czas patrzymy na ERP-a strasznie monolitycznie, jakby z czasów waterfalla” – zauważył Wojciech Zieliński.
W cieniu dyskusji o Excelach pojawia się nowe wyzwanie: za chwilę Excele zostaną zastąpione przez aplikacje budowane samodzielnie przez biznes (Citizen Development, vibe coding z użyciem narzędzi AI).
Biznes z wywajbowaną aplikacją podpięty pod dane produkcyjne potrafi być bardzo niebezpieczny. Utrzymanie nad tym kontroli IT i zarządzanie zmianą będzie znacznie trudniejsze niż w przypadku Excela. Narzędzia takie jak Claude, Codex czy inne modele językowe nawet działające w bezpiecznych środowiskach (Azure Foundry , Vertex AI) to zupełnie inny poziom niż prosty arkusz z połączeniem ODBC.
Uważam, że należy zrewidować pogląd, jakoby wszystkie dane musiały być w ERP. ERP powinien trzymać Master Data, ale nie wszystkie dane szczegółowe. Przykładowo: dla promocji w kanale elektronicznym źródłem danych (master data) powinien być e-commerce, a ERP potencjalnie potrzebuje jedynie ich repliki do celów raportowych. Podobnie systemy klasy MES – przechowują szczegółowe dane produkcyjne z maszyn poza ERP. Przykłady można by mnożyć. Postrzeganie dziś informatycznego systemu nerwowego firmy jako monolitu to podejście z czasów metodyk klasycznych i rozwiązań klasy mainframe.
Wojciech Zieliński, dyrektor IT w Grupie Komfort
Podobnie widzi to Tomasz Nieradko, na przykładzie farmacji: ścisły podział na to, gdzie dane powstają, gdzie są zatwierdzane i gdzie kończą, nie musi oznaczać jednego systemu. Obowiązek przechowywania informacji o wyprodukowanej partii wraz z podpisem osoby odpowiedzialnej zwykle realizuje nie ERP, lecz elektroniczny zapis partii w systemie MES. Co ważne, decyzje o tym, co ma się dziać w którym systemie, zapadały z biznesem, a nie według tego, „co jest najłatwiej technicznie zrobić”.
Bogusław Święcicki, który zarządza IT w 38 krajach i ma w portfolio 31 systemów ERP, nie pozostawił złudzeń. Jego zdaniem paradygmat, który zakłada, że musimy mieć wszystko w jednym systemie ERP, moim zdaniem jest błędny sam w założeniu. “Nie znam takiego systemu, który spełniał wszystkie wymogi biznesowe i obsłużył wszystkie procesy w sposób perfekcyjny” – mówił Bogusław Święcicki.
W przypadku Bakels, firmy która powstała w 1904 roku i rosła lokalnie -to miejscowe regulacje sprawiły, że w większości krajów działają systemy lokalne. Do podobnych sytuacji prowadzą również akwizycje: grupy są budowane przez kupowanie i sprzedawanie firm, więc rośnie różnorodność systemów w grupie, a marzenie o jednym wspólnym systemie staje się niemożliwe do realizacji.
Zarządzam IT w 38 krajach i wdrażałem ERP w różnych lokalizacjach i skalach (od SAP Business One po Dynamics 365 Finance & Operations). Mamy 31 systemów, co wynika z historii firmy i akwizycji w różnych częściach świata. Lokalne regulacje wymagają zgodności – trudno zapewnić to scentralizowanym rozwiązaniem, a ponadto – nie do przecenienia jest lokalny support dla rozwiązania.
Marzenie o jednym wspólnym ERP dla całej grupy w praktyce jest niezwykle trudne do zrealizowania. Bardzo często bardzo kosztowne przedsięwzięcie i bardzo często niedające dodatkowej wartości biznesowej.
A samo założenie, że musimy mieć wszystko w jednym ERP, jest błędne – nie ma systemu, który obsłuży wszystkie procesy perfekcyjnie. W firmie spożywczej taki system nie zapewnia pełnej transparentności surowców i kontroli partii produkcyjnych tak dobrze jak systemy specjalistyczne. Nie ma problemu ze zbudowaniem interfejsów działających w czasie rzeczywistym. ERP musi być raczej głównym hubem, do którego dołączone są wyspecjalizowane systemy dziedzinowe.
Bogusław Święcicki, CIO, Bakels
Adam Kasperowicz z grupy VAN opowiedział historię firmy transportowej: najpierw wydawało się, że jeden system, rozbudowany z TMS-a do rozmiarów ERP, ogarnie całość procesów, ale dojrzałe okazało się podejście komponentowe. Dziś jest główny ERP jako „źródło prawdy” i wokół niego systemy satelitarne: platformy dla dostawców czy własne rozwiązania klasy business intelligence.
„Wizja ERP przyszłości jako swego rodzaju hubu procesowego staje się coraz bardziej czytelna. Musi ona jednak umieć także odpowiedzieć na pytanie o ryzyko jakie się rodzi: jeśli ERP przestaje być jedynym centralnym systemem i staje się elementem szerszego ekosystemu, to gdzie znajduje się „jedne wiarygodne źródło danych'” (Single Source of Truth)? Jak prawidłowo zarządzać tak rozproszonym środowiskiem?” – pytał Waldemar Góras.
Grzegorz Kwiatkowski nazwał to zmianą paradygmatu: „ERP staje się raczej hubem wymiany informacji w przedsiębiorstwie i obsługi procesów. Widać to doskonale choćby w rozwiązaniach INFOR, który w oferowanych systemach znacznie rozwinął i rozwija mechanizmy umożliwiające łączenie z innymi systemami czy aplikacjami. Architektura rozwiązań Infor zapewnia otwartą komunikację i zawiera gotowe integracje z użyciem XML oraz API dla danych i dokumentów. Pozwala to budować bardzo szybko i praktycznie w standardzie systemu dowolne niemal integracje z aplikacjami zewnętrznymi. Integracje bazujące na biznesowej logice procesów, a nie opierające się wyłącznie na wymianie danych”. W dalszej części dyskusji doprecyzował: hubem staje się on w zakresie procesów, nie danych. – „Wszystkie główne procesy przechodzą przez ERP-a, a później jest taka federacja aplikacji.” Dodał, że idea, by wszystkie dane były w ERP, to „mrzonka”.
Nasz autorski TMS urósł do rangi ERP. Nauczył nas, że lepiej działa model komponentowy: jeden system jako źródło prawdy i systemy satelitarne wokół niego (platformy dla dostawców, autorski BI).
Kusi, by kolejne satelity budowali sami użytkownicy w low-code, ale kontrola Citizen Developmentu jest w praktyce dużo trudniejsza niż na slajdach.
Adam Kasperowicz, CIO, Grupa VAN
Citizen development i vibe coding: nowe wyzwanie dla kontroli
Wojciech Zieliński zwrócił uwagę na zjawisko, które może być większym wyzwaniem niż Excel: – „Za chwilkę Excele zostaną zastąpione przez wywajbowane aplikacje przez biznes.” Modele AI potrafią napisać aplikację znacznie lepiej niż arkusz podpięty przez ODBC, ale „utrzymanie nad nimi kontroli IT jest coraz trudniejsze”.
„Największe koszty ERP nie wynikają z samego systemu, lecz z braku przejrzystości procesów i danych. Aplikacje uboczne powstają, kiedy biznes chce szybciej reagować na potrzeby rynku. Musimy – z perspektywy IT – wiedzieć, gdzie one powstają i czy są bezpieczne” – wskazywał na jeszcze inny aspekt Edward Lachowicz z Volkswagen Poznań, prowadzący od dwóch miesięcy program transformacji biznesu do chmury SAP (S/4HANA Cloud). Przez ostatnie 5 lat był dyrektorem IT w spółce Volkswagena (Volkswagen Sachsen) w Niemczech, zarządzającej trzema zakładami w Dreznie, Chemnitz i Zwickau – zakładzie produkującym auta elektryczne dla marek Volkswagen, Audi i Cupra. Zrealizował tam udaną migrację ze starych systemów ERP do jednego, zintegrowanego systemu S/4HANA.
„Wykorzystaliśmy narzędzie Celonis do mapowania procesów (process mining) łączące logistykę z finansami, co pozwoliło nam wyeliminować zbędne procesy i wychwycić błędy w konfiguracji systemu. Trzeba dać biznesowi możliwość szybkiego kształtowania potrzeb – obok dużego systemu 'kontenerowca’ potrzebujemy mniejszych, elastycznych rozwiązań.
Dotyczy to także wykorzystania Excela. W przypadku „moich” trzech fabryk po wdrożeniu S/4HANA Excele nie zniknęły, były i zapewne nadal są pomocniczo wykorzystywane. Jednak, aby to usprawnić, udostępniliśmy biznesowi platformę low-code. Pokazaliśmy, jak w łatwy sposób zrealizować potrzebę biznesową bez większego wsparcia IT nie w dwa miesiące, lecz w tydzień a zarazem w kontrolowanych, bezpiecznych ramach” – dodał Edward Lachowicz.
„W Volkswagen Poznań postrzegamy system ERP nie tylko jako narzędzie IT, ale jako fundament sprawnych procesów biznesowych. Z naszych doświadczeń wynika, że największą wartość przynosi nie samo wdrożenie nowego systemu, lecz wykorzystanie standardów, uproszczenie procesów i ścisła współpraca biznesu z IT. Dlatego celem transformacji nie jest wyłącznie modernizacja systemów, ale stworzenie warunków, w których technologia w praktyce wspiera konkurencyjność firmy, rozwój pracowników i długoterminową efektywność organizacji.”
Edward Lachowicz, Volkswagen Poznań
Adam Kasperowicz ostrzegł, że w praktyce citizen development jest trudniejszy, niż pokazują marketingowe slajdy: trzeba mieć kontrolę nad użytkownikami korzystającymi z low-code co stanowi wyzwanie.
Radosław Zacharewicz przedstawił koncepcję architektury, w której system ERP pełni rolę stabilnego fundamentu i mechanizmu kontrolnego. Dane udostępniane z ERP są przetwarzane przez zewnętrzne aplikacje, w tym rozwiązania tworzone oddolnie przez pracowników z wykorzystaniem narzędzi low-code, kreatorów aplikacji czy podejścia vibe coding, a także przez mechanizmy sztucznej inteligencji.
Wyniki tych operacji trafiają ponownie do systemu ERP, który odpowiada za ich walidację. Działając w sposób deterministyczny, na podstawie zdefiniowanych algorytmów i reguł biznesowych, ERP weryfikuje kompletność, poprawność i zgodność danych z wymaganiami organizacji.
Docelowo taka architektura ma umożliwić maksymalną automatyzację powtarzalnych czynności i ograniczenie pracy manualnej. Rola człowieka koncentrowałaby się przede wszystkim na obsłudze wyjątków i sytuacji wymagających indywidualnej oceny, podczas gdy standardowe procesy byłyby realizowane automatycznie, bez konieczności ręcznej ingerencji.
Integracja jako orkiestrator, nie przekaźnik
Andrzej Bulicz, który zarządza IT w grupie Ambra, rozszerzył wątek integracji. Cyfryzacja to jego zdaniem zwiększanie liczby cyfrowych procesów, co automatycznie wypchnęło część z nich poza ERP, a użytkownicy oczekują, że będą działały spójnie, jakby pracowali w jednym systemie. W tym układzie szyna często jest traktowana jako prosty przesyłacz komunikatu, tymczasem jest tak naprawdę elementem, który powoduje, że proces działa. Jego zdaniem integracja powinna być zdarzeniowa, a rolą IT jest „coraz bardziej zarządzać architekturą, a nie jednym systemem”.
CIO Grupy Ambra przedstawił wymowny przykład. Zamówienie od kontrahenta można sprawdzić pod każdym możliwym kątem, zanim trafi do ERP. Jeśli jest w porządku, idzie od razu do pakowania, a człowiek-operator zajmuje się tylko zamówieniami budzącymi wątpliwości. W takim modelu naturalnie pojawia się miejsce na RPA i agentów AI. Z ważnym zastrzeżeniem: zapewnienia jakości middleware, w innym wypadku pojawia się ryzyko uzależnienia od dostawcy kupowanego gotowego frameworku agentowego.
Cyfryzacja i transformacja to zwiększanie liczby digitalizowanych procesów, co naturalnie wypycha je poza system ERP. Kluczowa staje się architektura integracyjna oparta na zdarzeniach (event-driven integration) oraz middleware pełniący rolę orkiestratora procesów. Szyna integracyjna sprawdza reguły (np. przy zaczytywaniu zamówienia) zanim trafi ono do ERP. Dzięki temu zamówienia standardowe przechodzą automatycznie do realizacji, a do ludzi trafiają tylko wyjątki. To tworzy naturalne miejsce dla agentów AI i RPA.
Andrzej Bulicz, CIO w Grupie Ambra
W wątku technologicznym głos zabrał też Mirosław Kindrat: jeśli dostawcy ERP przygotują interfejsy MCP, integracja agentów z ERP będzie bezpieczniejsza. Dotychczas wywoływanie API mogło prowadzić do wpięcia się „głębiej niż punkty kontroli zdefiniowane w compliance”. Ekrany ERP są natomiast trudne w obsłudze, a komunikacja z systemem językiem naturalnym przez agenta mogłaby obsługiwać proces „w sposób bardzo sterylny i bezpieczny”.
Rozwój agentów AI i interfejsów MCP (Model Context Protocol) pozwoli na bezszwową integrację z ERP. Zamiast ciężkich ekranów systemowych, użytkownik skomunikuje się z agentem w języku naturalnym, a ten w sposób sterylny i bezpieczny przekaże polecenie do pełnego procesu ERP przez MCP.
Mirosław Kindrat
Rachunek, który trudno zamknąć
Nowy ekosystem ma swoją cenę. Jakub Halor zwrócił uwagę na coraz cięższe modele subskrypcyjne: wiele nowinek zaczynało się od narzędzi wydających się bezpłatnymi, które następnie stawały się rozwiązaniami płatnymi.
Model dostarczania technologii „z chmury” wraz z regularnym publikowanie nowych wersji oprogramowania korporacyjnego oznacza również próbę niejako wymuszenia na firmach sposobu funkcjonowania. Tymczasem biznesy mają problem z wystarczającym zdefiniowaniem swoich procesów. W takiej sytuacji odwzorowanie ich w ERP staje się trudne, długotrwałe i kosztowne. Łatwiej jest pracownikowi sięgnąć po Excela, stworzyć makro albo lokalne narzędzie i w ten sposób obsłużyć konkretny proces, co z punktu widzenia użytkownika jest szybkie i efektywne. Jest to jednak zarazem ogromne ryzyko operacyjne dla biznesu, bo wiedza o logice procesu, regułach biznesowych i sposobie przetwarzania danych może pozostać tylko głowie tej jednej osoby”
Waldemar Góras
Jak zwracali uwagę uczestnicy spotkania: „Chyba nikt nie potrafi z wyprzedzeniem przewidzieć, ile to będzie kosztowało.” Grzegorz Kwiatkowski zauważył, że istnieją jednak architektury o przewidywalnym koszcie, który można zagwarantować na wiele lat w przyszłość. „W przypadku INFOR, wartości subskrypcji w znakomitej większości precyzyjnie określają koszty architektury w okresach dłuższych niż 5 lat. Umowy dotyczące oprogramowania Infor zapewniają ustalony i niezmienny koszt w cały okresie obowiązywania. Co ważne obejmuje on kompletne rozwiązanie dla firm produkcyjnych, obejmujące szynę danych, ERP, system business intelligence wraz gotowymi raportami i pulpitami roboczymi dla kadry zarządzającej, a także nieograniczony dostęp dla wszystkich pracowników do obiegów dokumentów, alertów i powiadomień oraz repozytorium dokumentów. A całe rozwiązanie obejmuje trzy niezależne środowiska: produkcyjne, testowe i treningowe” – powiedział Grzegorz Kwiatkowski.
Grzegorz Kwiatkowski wspomniał także rozmowę z kolegą z firmy produkcyjnej, który twierdził, że za parę lat BI nie będzie potrzebny, bo użytkownik poprosi o dane językiem naturalnym. Kontrargument: pod spodem „będą zużywane tokeny”, a inwestycja miliona złotych w dobry system BI może w perspektywie miesięcy okazać się tańsza, a wynik pewniejszy niż raport z modelu, o którym „nie wiesz, czy jest bardzo pewny, czy trochę pewny”.
„Niepewność finansowa będzie rosła wraz z upowszechnieniem zastosowania AI. Wykorzystanie agentów LLM i modeli językowych wiąże się z zużyciem tokenów i mocy obliczeniowej (TCO). Może się okazać, że tradycyjne narzędzie BI generuje o wiele niższe i bardziej przewidywalne koszty niż ciągłe zapytania do modeli LLM w chmurze” – podsumował ten wątek Radosław Zacharewicz.
Dlaczego firmy zmieniają platformę zarządzania zasobami przedsiębiorstwa?
Decyzja o wymianie ERP rzadko jest łatwa i rzadko wynika z entuzjazmu dla nowej technologii. “Wymiana systemu ERP w dojrzałej organizacji to nie tylko zmiana samego ERP, ale wymiana całej złożonej architektury (BI, APS, integracje). Jest to ogromny wysiłek finansowy i organizacyjny. Dlatego decyzje o wymianie zapadają głównie wtedy, gdy dostawca kończy wsparcie dla danej wersji lub przy wymogach ujednolicenia w korporacji po akwizycjach” – mówił Stanisław Chmist.
Im bardziej system jest dopasowany do biznesu, tym trudniej go wymienić, bo kosztuje to wysiłek finansowy i organizacyjny oraz wywołuje „opór ludzki” związany z ponownym zdefiniowaniem procesów.
Dlatego, jak zwracali uwagę uczestnicy spotkania, „tak dużo jest w firmach systemów ERP starszych o metryce wdrożenia starszej niż 10 lat”. Z rozmów wyłania się kilka typowych powodów, dla których mimo to się je zmienia:
- Przymus wynikający z wsparcia dostawcy. Zmiana jest wymuszona, gdy poprzednia wersja przestaje być wspierana, albo gdy pojawia się silna potrzeba biznesowa skorzystania z funkcji nowej wersji.
- Standaryzacja w grupach i po akwizycjach. “W międzynarodowych korporacjach głównym powodem wymiany ERP jest standaryzacja procesów i Master Data, co pozwala na powoływanie centrów usług wspólnych (Shared Service Centers). Wdrożenie centralnego systemu w chmurze daje efekt skali” – zauważył Bogusław Święcicki. Głównym pretekstem może być więc konieczność ustandaryzowania rozwiązania: wspólne master daty, wspólne procesy i możliwość powołania shared services. Wówczas “jeżeli stworzymy shared serwis w kraju o niskich kosztach pracy, a pracę przeniesiemy z piętnastoma ERP-ami, to jest nieefektywne” – komentowano. Podobnie przejmowane firmy bywają zmuszane do przejścia na system korporacji. Do tego dochodzi chmura, bo struktura musi być dostępna z wielu miejsc na świecie w czasie rzeczywistym.
- Tempo rynku i technologii. Według Grzegorza Kwiatkowskiego rozwiązania klasyczne (on-premise) „sprzed kilku lat już przestają nadążać”, a chmura daje „ciągły rozwój, ciągłą zmianę przy optymalnych kosztach utrzymania”.
- Gotowość na AI i automatyzację. Skoro według badania Axians prawie połowa firm uważa swoje narzędzia za niegotowe na AI, a część chce zastąpić ręczną, masową pracę automatem, nowe wymagania i oczekiwania biznesu – stają się kolejnym impulsem do modernizacji.
Warto jednak zauważyć pytanie, które padło z sali: czy planowana w ciągu 24 miesięcy wymiana oznacza faktyczną zmianę systemu, czy po prostu migrację do chmury. Wszystko wskazuje na to, że w wielu przypadkach to drugie.
Jak zmienia się ekosystem zarządzania zasobami przedsiębiorstwa?
Ekosystem przechodzi od monolitu do architektury komponentowej, w której ERP jest centralnym, ale nie jedynym elementem. Wokół niego funkcjonują systemy wyspecjalizowane: BI, APS do planowania, MES, e-commerce, platformy dostawców, moduły dedykowane branżowo (jak w żywności czy farmacji). Jak podkreślił Bogusław Święcicki, ERP musi być głównym hubem, do którego może być dołączonych wiele innych systemów, które będą dużo lepiej niż natywny system ERP obsługiwały potrzeby. Jednak zmienia się to, co jest „masterem”: dane przestają być w całości w ERP (zostają tam podstawowe dane kont, klientów, dostawców i produktów), a ERP pełni rolę huba procesów i bramki walidującej.
Zmienia się też rola IT. Zarządza się architekturą i integracją zdarzeniową, a nie jednym systemem. Do tego dochodzą nowi aktorzy: aplikacje low-code i vibe-kodowane, RPA i agenci AI, którzy wymagają nadzoru, a Excel traktowany jest jako sygnał luk w standardzie. Jest też zmiana modelu kosztowego: subskrypcje, opłaty za dostęp pośredni, tokeny. Firmy muszą nauczyć się liczyć całkowity koszt takiej federacji, w tym koszt ukryty, jak godziny działów spędzone na raportowaniu.
Pozostaje także pytanie o suwerenność. Grzegorz Kwiatkowski przestrzegał, żeby unikalności procesowej, innowacyjnej, modelowej firmy chronić „jak Częstochowy”: wszystko inne można dostosować do standardu, ale to, co stanowi wartość firmy i powód jej sukcesu rynkowego, trzeba zabezpieczyć w systemach, niezależnie od producenta.
Trudno się z tym nie zgodzić: jeśli procesy staną się zuniwersalizowane, a firma zrzeknie się władzy nad nimi na rzecz dostawcy i zgubi własną tożsamość oraz przewagę konkurencyjną.
Jaki będzie technologiczny szkielet zarządzania zasobami przedsiębiorstwa w przyszłości?
Z dyskusji wyłania się kilka warstw:
- ERP jako stabilna kotwica. System of record, „fundament działania firmy” – jak ujął to jeden z uczestników – z twardą, deterministyczną logiką biznesową, zgodnością i audytowalnością, a więc „bramka” dla wszystkiego, co powstaje wokół. Uczestnicy liczą, że rewolucja nie zamieni ERP w platformę częstych, wymuszonych zmian. “Chciałbym wierzyć, że ERP pozostanie stabilnym, solidnym fundamentem firmy (System of Record), chronionym przed zbyt częstymi rewolucjami i nieprzemyślanymi aktualizacjami” – mówił wprost Mirosław Kindrat. Grzegorz Kwiatkowski odpowiedział, że stabilny fundament dotyczy procesu, ale nie technologii i rozwiązań: chmura i rozwiązania hybrydowe zakładają ciągłą ewolucję.
- Chmura jako domyślne środowisko. Dla standaryzacji globalnej, shared services i tempa zmian.
- Warstwa integracji i orkiestracji. Zdarzeniowa szyna usługowa (middleware) jako element, który „powoduje, że proces działa”, a nie tylko przesyła komunikaty. Jej jakość decyduje o tym, czy firma nie uzależni się od dostawców frameworków agentowych.
- Interfejsy dla agentów, np. MCP. Dostęp do ERP przez agentów w sposób bezpieczny i zgodny z punktami kontroli zgodności (compliance), z komunikacją językiem naturalnym zamiast złożonych ekranów.
- Automatyzacja: RPA, agenci AI, low-code. Ale z kontrolą. Wśród uczestników przeważało przekonanie, że agent nie zastąpi całości, a realną wartość daje połączenie RPA z agentem. Nie bez znaczenia jest przy tym koszt: tokeny, subskrypcje i licencje trzeba policzyć, zanim zastąpi się nimi sprawdzone narzędzia, jak BI.
- Dane i procesy jako warunek wstępny. Jak podkreślano, AI to „tylko narzędzie”, które wymaga uporządkowanych danych, czytelnych procesów i gotowości organizacyjnej. Według jednego z uczestników tylko około 20 proc. firm w Polsce jest gotowych na AI. Jednocześnie w dyskutowanym badaniu Axians, aż 46% respondentów uważa, że ich obecny ERP nie jest gotowy na zastosowanie AI a przy tym 59% deklaruje, że ich firma nie używa AI w procesach.
***
“ERP przyszłości nie musi być systemem, który robi wszystko. Powinien być stabilnym rdzeniem transakcyjnym funkcjonującym w dobrze zarządzanym ekosystemie danych, aplikacji i AI. Single Source of Truth nie oznacza już koniecznie jednego miejsca przechowywania danych. Oznacza jednoznacznie określone źródło odpowiedzialne za prawdę o konkretnym obiekcie biznesowym” – mówił Waldemar Góras.
Całość wizji przyszłości można streścić słowami Andrzeja Balsamskiego: ERP pozostaje ważnym elementem mapy architektury aplikacyjnej, ale jego rola jest inna. Zamiast jednego systemu, który wszystko robi, firmy budują federację aplikacji, w której ERP jest zakotwiczonym centrum procesów i prawdy o danych, a elastyczność zapewniają komponenty wokół niego.
Powyższy materiał stanowi relację z debaty Klubu CxO, która odbyła się 8 października 2026 r. w Katowicach. Spotkanie zorganizowano we współpracy z firmą Axians IT Services, największym w Polsce partnerem wdrożeniowym rozwiązań Infor, specjalizującym się we wdrażaniu, rozwoju i utrzymaniu systemów ERP.
Zachęcamy również do zapoznania się z wynikami badania „Niewidoczny koszt ERP w polskich firmach 2026”, zrealizowanego na zlecenie Axians. Opracowanie pokazuje, jakie koszty generują systemy ERP poza standardowymi wydatkami na licencje i utrzymanie oraz w jakim stopniu przedsiębiorstwa wykorzystują możliwości posiadanych rozwiązań.


