Czy Polska potrzebuje przemysłu półprzewodnikowego i czy tędy prowadzi droga do suwerenności technologicznej?

Spis treści

Spis treści

Po kapitalnym spotkaniu Klubu CxO w CEZAMAT PW uruchamiamy w środowisku CxO kolejną ankietę w formule legendarnego miesięcznika „Problemy”.
Trzy (plus pomocnicze) pytania do… Szymona Krupy, dyrektora ds. nowych technologii w Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. Tym razem pytamy o potencjał sektora półprzewodnikowego w Polsce…

Szymon Krupa: Półprzewodniki brzmią jak temat dla inżynierów, laboratoriów i specjalistycznych konferencji. W rzeczywistości dotyczą każdego z nas. Są w samochodach, smartfonach, sprzęcie medycznym, energetyce, systemach bezpieczeństwa, liniach produkcyjnych i centrach danych. Bez nich nie działa nowoczesna gospodarka. Pandemia oraz kolejne kryzysy pokazały też, że brak jednego niewielkiego komponentu może zatrzymać produkcję wartą miliardy.

Dlatego pytanie o polski przemysł półprzewodnikowy nie jest dziś pytaniem o technologiczną modę. Jest pytaniem o odporność gospodarki, konkurencyjność firm i miejsce Polski w europejskim podziale pracy.

Nie chodzi o to, aby Polska produkowała każdy rodzaj chipu. Chodzi o to, aby w strategicznych obszarach nie była wyłącznie klientem i odbiorcą cudzych decyzji.

Czy polski przemysł półprzewodnikowy oraz ośrodki naukowe mają potencjał dostarczania konkurencyjnych rozwiązań?

Szymon Krupa: Polska ma potencjał, ale przez lata patrzyliśmy na ten sektor zbyt wąsko. Przemysł półprzewodnikowy kojarzył się głównie z ogromną fabryką produkującą najbardziej zaawansowane procesory. Tymczasem cały rynek jest znacznie szerszy.

Obejmuje nie tylko samą produkcję chipów, ale również projektowanie, materiały, sensory, fotonikę, elektronikę mocy, urządzenia sterujące, testowanie, integrację i oprogramowanie. W wielu z tych obszarów Polska ma bardzo dobre zespoły naukowe, inżynierów i przedsiębiorstwa.

Mamy kompetencje, które już dziś znajdują zastosowanie w energetyce, automatyce, telekomunikacji, medycynie, sektorze kosmicznym i obronnym. Problem polega jednak na tym, że ten potencjał jest rozproszony.

Uczelnie prowadzą badania, startupy rozwijają prototypy, duże firmy szukają rozwiązań, a inwestorzy oczekują szybkiego wzrostu. Zbyt często te światy się nie spotykają. Technologia powstaje, ale nie dociera do pierwszego dużego klienta.

To właśnie jest dziś największa bariera. Nie brak pomysłów, lecz brak sprawnej drogi od laboratorium do rynku.

Polska nie ma problemu z brakiem innowacji. Ma problem z przejściem od dobrego pomysłu do pierwszego dużego zamówienia.

Potrzebujemy firm gotowych testować nowe rozwiązania, inwestorów rozumiejących, że rozwój zaawansowanych technologii trwa dłużej niż stworzenie aplikacji, oraz instytucji, które potrafią połączyć naukę, biznes i przemysł.

Szansą jest również rozwijająca się współpraca Polski z Tajwanem oraz plany związane z Foxconnem i szerszym zapleczem przemysłowym. Takie projekty mogą dać Polsce nowy impuls, ale pod jednym warunkiem: nie mogą ograniczać się wyłącznie do stworzenia miejsc pracy i montażu gotowych rozwiązań.

Prawdziwym sukcesem będzie dopiero włączenie polskich firm do łańcucha dostaw, budowa zespołów badawczo-rozwojowych, współpraca z uczelniami i transfer kompetencji. Duży inwestor może stać się początkiem całego ekosystemu. Może też pozostać pojedynczym zakładem. Różnicę tworzą wiedza, krajowi dostawcy i własność intelektualna.

ARP inwestuje nie tylko w projekty, ale także w ludzi. Jedną z najważniejszych barier rozwoju sektora jest brak odpowiednio przygotowanych specjalistów. Dlatego ARP, wspólnie z Partnerem, przygotowuje pilotażowy program stażowy „Micro. Program staży w mikroelektronice”. Program ma połączyć studentów, absolwentów, młodych inżynierów oraz osoby chcące się przekwalifikować z przedsiębiorstwami działającymi w sektorze mikroelektroniki. Pilotaż zakłada pięciomiesięczne staże w firmach, około dwudziestu uczestników oraz dobór kandydatów do konkretnych potrzeb pracodawców. Nie chodzi więc o ogólne szkolenia, ale o praktyczne przygotowanie ludzi do pracy przy realnych projektach.

To ważne także z punktu widzenia przedsiębiorstw. W zaawansowanych sektorach technologicznych onboarding nowego pracownika jest długi i kosztowny. Staż realizowany bezpośrednio w firmie może skrócić ten proces, a jednocześnie dać uczestnikom doświadczenie, którego nie da się zdobyć wyłącznie na uczelni.

Program może zwiększyć dostępność specjalistów, lepiej połączyć uczelnie z przedsiębiorstwami i stworzyć model, który w kolejnych latach będzie można rozwijać.

Fabrykę można wybudować w kilka lat. Kompetencje i kulturę inżynierską buduje się znacznie dłużej.

Dlaczego polskie firmy miałyby kupować polskie rozwiązania półprzewodnikowe?

Szymon Krupa: Polskie firmy nie powinny kupować krajowych rozwiązań tylko dlatego, że są polskie. Powinny je wybierać wtedy, gdy są dobre, bezpieczne i konkurencyjne.

Nie chodzi o patriotyzm zakupowy rozumiany jako zgoda na słabszy produkt. Chodzi o bardziej dojrzałe spojrzenie na koszty i ryzyko.

Przez wiele lat firmy kierowały się przede wszystkim ceną. Ostatnie kryzysy pokazały jednak, że najtańszy komponent może okazać się najdroższy, jeśli nie można go dostarczyć przez kilka miesięcy albo jego brak zatrzymuje całą linię produkcyjną.

W nowoczesnej fabryce niewielki sensor, sterownik czy moduł komunikacyjny może decydować o pracy instalacji wartej dziesiątki milionów złotych. Dlatego przedsiębiorstwo powinno patrzeć nie tylko na cenę zakupu, ale również na bezpieczeństwo dostaw, możliwość szybkiego serwisu, długość wsparcia, dostęp do producenta i zdolność modyfikowania produktu.

Polski dostawca może mieć tutaj przewagę. Jest bliżej klienta, szybciej reaguje i często potrafi lepiej dopasować rozwiązanie do konkretnego zastosowania. Ma to szczególne znaczenie w przypadku wyspecjalizowanych produktów dla energetyki, automatyki, medycyny, obronności czy infrastruktury krytycznej.

Nie oznacza to jednak, że każda polska technologia jest automatycznie gotowa do wdrożenia. Firmy powinny sprawdzać, czy produkt jest niezawodny, certyfikowany, skalowalny i objęty długoterminowym wsparciem. Dobry prototyp to jeszcze nie zawsze gotowe rozwiązanie przemysłowe.

Polski rynek może być natomiast świetnym miejscem pierwszego wdrożenia. Krajowa fabryka może stać się pierwszym klientem, źródłem referencji i punktem wyjścia do ekspansji zagranicznej.

Nie potrzebujemy prostego patriotyzmu zakupowego. Potrzebujemy racjonalnego patriotyzmu gospodarczego, w którym polska technologia dostaje uczciwą szansę wejścia do łańcucha dostaw.

Czego brakuje, aby rynek ruszył szybciej?

Najbardziej brakuje podmiotów, które potrafią połączyć naukę, przemysł i kapitał.

Naukowiec może mieć świetną technologię, ale nie znać realiów dużego zakładu produkcyjnego. Startup może zbudować prototyp, ale nie mieć doświadczenia w certyfikacji. Duża firma zna swoje problemy, ale nie zawsze wie, kto w Polsce potrafi je rozwiązać.

Potrzebujemy więc integratorów, którzy będą tłumaczyć język jednego środowiska na język drugiego. Potrzebujemy także inwestorów rozumiejących specyfikę deep tech, infrastruktury testowej, wsparcia certyfikacji oraz firm gotowych zostać pierwszym klientem.

Duże znaczenie mają również wyspecjalizowane programy edukacyjne i stażowe. Właśnie dlatego program rozwijany przez ARP we współpracy z Partnerem jest czymś więcej niż projektem HR. Jest próbą zbudowania brakującego ogniwa między uczelnią a przemysłem.

Państwo czy sektor prywatny?

To nie jest wybór: albo państwo, albo rynek.

Państwo powinno działać tam, gdzie inwestycje są kosztowne, ryzyko wysokie, a czas zwrotu bardzo długi. Może wspierać infrastrukturę, badania, pilotaże, rozwój kompetencji i pierwsze wdrożenia.

Sektor prywatny powinien natomiast odpowiadać za produkt, jego jakość, sprzedaż i skalowanie.

ARP może pełnić rolę łącznika. Może wspierać inwestycje, kojarzyć przedsiębiorstwa z nauką, budować kompetencje i pomagać w przejściu od pomysłu do wdrożenia.

Skuteczna polityka przemysłowa nie musi zawsze zaczynać się od wielkich miliardowych projektów. Czasem zaczyna się od rozwiązania konkretnego problemu, takiego jak brak specjalistów, pierwszego klienta czy dostępu do infrastruktury.

Czy własny przemysł półprzewodnikowy realnie wzmacnia polską suwerenność technologiczną?

Szymon Krupa: Tak, ale sam fakt, że fabryka znajduje się w Polsce, jeszcze tego nie gwarantuje.

Zakład może działać w Polsce, zatrudniać polskich pracowników i płacić podatki, ale korzystać wyłącznie z zagranicznych patentów, maszyn, materiałów i decyzji podejmowanych poza naszym krajem.

Taka inwestycja nadal jest bardzo wartościowa. Tworzy miejsca pracy, zwiększa zdolności produkcyjne i poprawia odporność łańcuchów dostaw. Suwerenność zaczyna się jednak wtedy, gdy w Polsce pozostają także kompetencje, zespoły projektowe, wiedza, własność intelektualna i zdolność rozwijania technologii.

Nie powinniśmy próbować produkować wszystkiego. To byłoby nierealne i niepotrzebne.

Powinniśmy natomiast jasno określić, które technologie są dla nas krytyczne, gdzie możemy być konkurencyjni i w których obszarach nie możemy pozwolić sobie na całkowitą zależność od zewnętrznych dostawców. Polska może budować swoją pozycję między innymi w fotonice, sensorach, elektronice mocy, systemach wbudowanych, rozwiązaniach dla energetyki, automatyki, sektora kosmicznego i obronności.

W przemyśle nie zawsze liczy się najbardziej zaawansowany proces technologiczny. Często ważniejsze są niezawodność, bezpieczeństwo i dostępność komponentu przez kilkanaście lat. To właśnie w takich obszarach Polska może znaleźć swoje mocne miejsce.

Co powinno się wydarzyć?

Przede wszystkim potrzebujemy długoterminowej strategii. Nie serii niepowiązanych projektów, ale spójnego planu łączącego edukację, naukę, inwestycje, energetykę i bezpieczeństwo.

Duże inwestycje zagraniczne powinny być powiązane z rozwojem krajowych dostawców, transferem kompetencji i współpracą z polskimi uczelniami.

Zarządy firm powinny zacząć traktować dostęp do półprzewodników jako element ryzyka strategicznego, a nie wyłącznie problem działu zakupów. Brak jednego komponentu może przecież zatrzymać całą produkcję.

Nauka powinna być lepiej połączona z komercjalizacją, a instytucje finansujące muszą uwzględniać, że rozwój zaawansowanych technologii wymaga czasu i cierpliwego kapitału.

Równie ważne są kadry. Bez ludzi zdolnych rozwijać, serwisować i modyfikować technologię trudno mówić o realnej niezależności. Własne kompetencje są pierwszą linią suwerenności technologicznej. Bez nich nawet najnowocześniejsza fabryka pozostanie miejscem realizacji cudzej technologii.

Polska potrzebuje ekosystemu, nie tylko fabryki. Polska potrzebuje przemysłu półprzewodnikowego, ale nie powinna sprowadzać tej ambicji do budowy jednego dużego zakładu.

Potrzebuje firm, uczelni, laboratoriów, inwestorów, specjalistów, krajowych dostawców i dużych klientów gotowych testować nowe rozwiązania.

Program stażowy ARP pokazuje, że budowa tego rynku może zaczynać się od działań stosunkowo prostych i konkretnych. Od połączenia firm z przyszłymi pracownikami, skrócenia drogi między uczelnią a przemysłem, tworzenia kompetencji, które pozostaną w Polsce niezależnie od decyzji jednego inwestora.

Największą szansą Polski nie jest próba odtworzenia całego globalnego rynku półprzewodników. Jest nią zajęcie miejsca, które będzie wartościowe, wyspecjalizowane i trudne do zastąpienia.

Fabrykę można zbudować w kilka lat. Kompetencje, własność intelektualną i zaufanie przemysłu buduje się przez dekady. To one przesądzają o prawdziwej suwerenności technologicznej.

Wróć na górę strony